Od kilku lat LinkedIn jest moją ulubioną platformą do działań organicznych.
Jednak początki były trudne.
Na początku 2022 roku postanowiłem rozwijać swoją widoczność na LinkedIn i w ten sposób pozyskać osoby zainteresowane współpracą ze mną jako konsultantem od biznesu.
Pisałem codziennie, ale efekty były mizerne. Dostawałem lajki od znajomych. Trochę generycznych komentarzy (Zgadzam się, że warto o tym pamiętać).
Powoli wzbierała we mnie frustracja, ale nadal pisałem od poniedziałku do piątku, czyli 5x w tygodniu.
Po 4 miesiącach (i 80 postach!) poczułem, że utknąłem. W tym czasie NIKT nie zainteresował się współpracą. Pomimo pozytywnych opinii o moich postach absolutnie nie prowadziły one do sprzedaży.
Zrozumiałem, że mam 2 możliwości.
Poddać się i szukać szczęścia na innych platformach, albo coś znacząco zmienić.
Poszedłem tą drugą drogą i zacząłem szukać inspiracji poza platformą (bo LinkedIn jest pełny specjalistów od LinkedIn, których rady nie działają).
Przyjrzałem się co robią tzw. direct response copywriters, czyli osoby, które sprzedają produkty i usługi (swoje lub klientów) pisząc.
Miałem z tą profesją do czynienia w moich czasach wydawniczych, ale nigdy sam nie wykonywałem tej pracy.
Postanowiłem także testować wszystko co się da: hooki (nagłówki), tematy, odbiorców, sposoby narracji, CTA (Call To Action – wezwanie do działania).
Równolegle dokumentowałem wyniki, zapisywałem wnioski, próbowałem dalej. W ten sposób zacząłem zauważać powtarzające się wzorce. Cały ten proces powtarzałem wykonując wiele iteracji.
Z czasem samo pisanie stawało się łatwiejsze i zabierało coraz mniej czasu. Zamiast poświęcać na jeden post godzinę miałem go w 15 minut.
W pewnym momencie coś kliknęło, bo w ciągu 5 miesięcy pozyskałem ponad 100 klientów. Po prostu pisząc posty. Ludzie kupowali różne rzeczy: subskrypcje, konsultacje, produkty cyfrowe, pakiety mentoringowe. Najważniejsze, że nie były to odosobnione przypadki.

[Obejrzyj wideo: Od 0 do 100+ klientów w 5 miesięcy na LinkedIn]
Jednak muszę podkreślić, że to się nie wydarzyło w jedną noc. Nauka i eksperymenty potrzebowały 1,5 roku codziennej pracy, żebym zobaczył wyniki.
Opracowałem szereg reguł dla siebie samego. A z czasem zacząłem dzielić się nimi z innymi.
Julia była jedną z pierwszych osób, która z nich skorzystała. Oto jej relacja:
Rady od Filipa dały mi viral na LinkedIn
Hej!
Po ostatnim spotkaniu, na którym omawialiśmy 3 strategie startu Filip pokazał fajny sposób na posty na LinkedIn. Olśniło mnie to i ostatnio spróbowałam swoich własnych sił. Efekt mnie zaskoczył.
Opublikowałam post z filmikiem na którym pokazany jest excel, który rozwiązuje problem mojej grupy docelowej. Post zebrał 133 komentarze (łącznie z moimi), ponad 40 reakcji, prawie 5 tysięcy zasięgu i prawie 100 nowych obserwujących.
Zgłosiły się naprawdę interesujące osoby z niesamowitych sklepów (nawet osoby z czołowych sklepów w Polsce), otrzymałam 2 propozycje współpracy i nawiązały się fajne relacje. Oczywiście jest to gra long-term więc trzeba pracować dalej.
Piszę to, aby Was zachęcić do spróbowania taktyk, o których pisze Filip, bo naprawdę działają.
Co mogłam zrobić lepiej? Nie miałam zbytnio przemyślanej strategii na rozmowę z tymi osobami w wiadomościach + jakoś nie mam w tym jeszcze wprawy i nie nawet jak próbowałam z kimś nawiązać głębszą relację to czuję, że trochę koślawo mi to wychodziło.
Cały czas doskonalę swoje działania. LinkedIn cały czas się zmienia. To co działało 4 lata temu niekoniecznie działa dziś.
Pomimo, że rozwijam obecność na innych platformach i korzystam z reklamy dla produktów cyfrowych, to nie rezygnuję z LinkedIna.
Jest bardzo pomocny na każdym etapie rozwijania biznesu: badania rynku, testowania ofert, zdobywania klientów, testowania nowych pomysłów.


